Testerzy relacjonują

Karpiowe marzenie w sercu Słowenii!

Ostatnio odwiedziłem majestatyczne jezioro Bled w Słowenii, ale od początku.

Przygotowania zaczęły się w styczniu, kiedy udało mi się zarezerwować wybrany wcześniej termin. Wtedy już poleciało – wybieranie taktyki do łowienia, oglądanie filmików z Bled oraz kompletowanie sprzętu, który będzie mi potrzebny, a jednocześnie zajmie mało miejsca, aby szybko i sprawnie przemieszczać się między stanowiskami. Właśnie wtedy wybór padł na plecak GP Concept.

Kiedy już wszystko miałem w domu, pozostało mi tylko czekać do wyjazdu. Nigdy nie czekałem na żaden inny wyjazd tak jak na ten. Codziennie przychodziła myśl o tym jeziorze, która wywoływała u mnie uśmiech na twarzy. Tak mijały kolejne miesiące, aż w końcu przyszedł dzień wyjazdu.

Spakowany byłem dzień wcześniej, aby po pracy uciąć sobie szybką drzemkę, a wieczorem wyruszyć w drogę. Po blisko 14 godzinach jazdy byłem na miejscu, a moje pierwsze wrażenie po zobaczeniu jeziora brzmiało po prostu: WOW. Uważam, że żadne zdjęcia ani filmiki, jakie możemy znaleźć na YouTube, nie oddają tego, jak tam jest naprawdę.

Pierwszy dzień spędziłem na zwiedzaniu miejscowości i okolic, a wieczorem w hotelu poświęciłem czas na przygotowanie woreczków PVA oraz montowanie zestawów, aby z samego rana wejść na stanowisko i mieć wszystko gotowe.

Z samego rana ruszyłem na najbliższe miejsce od hotelu, blisko restauracji oraz innych hoteli, a jednocześnie bardzo oblegane przez karpiarzy. Po zarzuceniu zestawów zostało mi tylko czekać. Po około 6 godzinach postanowiłem zmienić miejsce. Tym razem padło na rezerwat znajdujący się kawałek dalej, który w tym okresie jest dopuszczony do łowienia, jednak tylko do zmierzchu.

Kiedy słońce zaczęło zachodzić, zaczęło się. Karpie spławiały się jak szalone, natomiast wszystko około 150–200 metrów od brzegu, więc mogłem się im tylko przyglądać. Gdy słońce zaszło, znów trzeba było się przemieścić – tym razem na to samo miejsce, co rano. Siedziałem jak na szpilkach do godziny 23, licząc na to, że coś pojedzie. Niestety nic się nie wydarzyło. Pierwszy dzień zakończył się zerem.

Po wymianie informacji z innymi karpiarzami oraz turystami okazało się, że tego dnia nikt nie miał karpia na macie.

Drugiego dnia wstałem chwilę wcześniej, szybko zrobiłem śniadanie i od razu ruszyłem nad wodę, tam gdzie wieczorem spławiały się karpie, z myślą, że rano będą trochę bliżej. Tak się jednak nie stało. Co prawda pojawiały się pojedyncze spławy, ale ryby po prostu nie były zainteresowane. Uznałem jednak, że spędzę tam większość dnia właśnie ze względu na te spławy, czekając na jakiekolwiek branie, a także dlatego, że inne ciekawe miejsca były zajęte przez wędkarzy.

Wieczorem znów wróciłem w miejsce bliżej miasta, czekając właśnie tam na branie. Pogoda była wręcz idealna do złowienia karpia, bo przyszło załamanie pogody i z warunków, w których można było się opalać, nagle trzeba było zakładać kurtki, ponieważ zrobiło się wyraźnie chłodniej. Niestety do godziny 23 nic się nie wydarzyło...

Pomimo tego, że nic nie złowiłem, naprawdę dobrze wspominam ten wyjazd i na pewno nie był to ostatni raz, kiedy tam będę. Sam fakt, że ludzie są tam niezwykle otwarci i co chwilę ktoś podchodził, wymieniając się informacjami o jeziorze oraz o łowieniu ryb w swoim kraju, był czymś wyjątkowym.

Z tego, co się dowiedziałem, kwiecień jest najtrudniejszym miesiącem. Pomimo że w dzień jest ciepło, to nocą temperatura bardzo mocno spada. Przez cały mój wyjazd został złowiony tylko jeden karp.

To teraz coś o sprzęcie. Wędki to 𝗗𝗿𝗮𝗴𝗼𝗻 𝗦𝘁𝗲𝗮𝗹𝘁𝗵 3 lb 10 ft. Wiedziałem, że spokojnie mogę nimi dorzucić do 80 metrów z workiem PVA. Kołowrotki to 𝗣𝗿𝗼𝘀𝗸𝘆𝗲𝗿 𝗔𝗾𝘂𝗮𝗽𝗼𝘄𝗲𝗿 𝗟𝗧.

𝗠𝗮𝘁𝗲𝘂𝘀𝘇 𝗢𝘁𝗼𝗰𝗸𝗶
Team Dragon