Wasze historie i testy

Skusić głowatkę – łowy dla wytrwałych - Magiczny wieczór- cd

SPIS TREŚCI

 

Mój ulubiony model rippera Lunatic.Zarzuciłem przynętę jak najbliżej ryb. Wtem jedna z nich odwróciła się i z impetem uderzyła w błystkę. Hol trwał nie dłużej niż 5 minut, co jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że ryby bardzo odczuwają znaczny ubytek tlenu w ciepłej wodzie. Pośpiesznie zmierzyłem zdobycz i czym prędzej ją wypuściłem. Druga z głowacic wciąż stała w tym samym miejscu. Dosłownie pierwszy rzut po udanym holu i kolejne branie! Tak! To było niesamowite. Szczęśliwie wyholowałem drugą głowatkę. Zszokowany tą niecodzienną sytuacją usiadłem na brzegu. Mój kolega wciąż niedowierzał temu, co przecież się wydarzyło: złowiłem prawie rzut po rzucie dwie głowacice. Podczas mierzenia przymiar wskazywał kolejno 70 cm i 72 cm. Odpocząłem, uspokoiłem nerwy i wznowiłem łowienie w tym miejscu, jednak już bez kontaktu z rybą. Przeszliśmy na końcówkę płani. Tam nurt zwalniał, a na środku rzeki widoczny był wąski, ciemny pas wody. Tutaj utworzyła się głęboka rynna – obrałem ją za swoje łowisko. Łowiłem może z dziesięć minut, gdy poczułem potężne uderzenie. Hol zakończył się bardzo szybko, ponieważ ryba spadła mi z haka. Kotwiczka na mojej niewielkiej blaszce nr 2 była rozgięta jakbym potraktował ją ślusarskim rozwieraczem. Jestem pewien, że to również była głowacica lub wyrośnięta i silna troć jeziorowa. Ten dzień był najcudowniejszy w całym moim wędkarskim życiu. Niestety, nie mam zdjęć złowionych głowacic i bardzo nad tym ubolewam. Ówczesna technika fotografowania nie pozwalała na szaleństwa zdjęciowe przy użyciu telefonów komórkowych.
Od tamtej pory miałem jeszcze tylko jeden kontakt z głowacicą. Było to na Odcinku Specjalnym PZW Dunajca w minionym sezonie 2014 r. Tylko jedno branie w ciągu ostatnich 8 lat! To obrazuje dramaturgię łowienia głowatki. Niestety, nie wyciągnąłem również i tej ryby. Dlatego wiem, że głowacica to widmo, relikt lub jak też nazywają ją żartobliwie moi koledzy ,,6 w Totka”. Trzeba mieć przeogromne szczęście, aby trafić na moment żerowania. Tak rzadkie brania tej ryby skłoniły mnie do eksperymentowania z przeróżnymi przynętami. Począwszy od tradycyjnych woblerów poprzez blachy, a na gumach kończąc.