Wasze historie i testy

Mocna końcówka sezonu - Kołowrotek

SPIS TREŚCI

 

Kołowrotek

Szukając tłustych szczupaków w jesienno-zimowych warunkach, musimy zwrócić szczególną uwagę na to, jak nasz kołowrotek spisuje się przy ujemnych temperaturach bądź też w gęstym, ulewnym czy marznącym deszczu. Większość maszynek kiepsko znosi zimowe poranki i wieczory, co może doprowadzić do uszkodzenia mechanizmu lub co gorsza, moim zdaniem – utraty ładnej ryby. Swego czasu, zdarzało mi się żegnać ze sporych rozmiarów szczupakiem czy sandaczem z winy przemarzniętego i kiepsko pracującego mechanizmu hamulca. O ile więc na wędce możemy próbować oszczędzać dobierając ją pod własne upodobania i budżet, o tyle w kwestii kołowrotka powinniśmy wybierać modele sprawdzone i niezawodne. Nawet, jeśli są one droższe od wielu innych.

Kołowrotek Fishmaker II używany przez autora. Idealnie nadaje się na jesienne i zimowe  spinningowanie silnych drapieżników.Drugą istotną kwestią, na którą powinniśmy zwrócić uwagę, jest oferowana przez dany model długość nawoju linki, przekładany na jeden obrót korbką. Właśnie za sprawą właściwego nawoju, jesteśmy w stanie ekstremalnie wolno lub szybko prowadzić przynętę, co w tym okresie okazuje się często kluczem do sukcesu. Przy tym, sam hol na mocnym zestawie, to przy dużej szpuli błahostka – przebiega szybko i bezproblemowo, z korzyścią dla nas, jak i dla ryby. Jedną z konstrukcji, spełniającą powyższe warunki, jest Fishmaker II – w mojej opinii jeden z wytrzymalszych kołowrotków na rynku, który nawet w niewielkiej wersji 1125i, potrafi okiełznać walczącego na drugim końcu linki szczupaka. Bardzo szeroki zakres regulacji hamulca daje poczucie bezpieczeństwa podczas holu, niwelując szansę na przymarznięcie mechanizmu, a sztywny korpus, wykonany z grafitu i aluminium, nie wydaje przy tym najmniejszego pisku. Do kołowrotka dołączone są dwie szpule – głęboka i płytka, lecz to właśnie ta druga przeznaczona do plecionki okazuje się teraz szczególnie przydatna. Wypełniam ją po brzegi plecionką w kolorze żółtym lub jaskrawozielonym fluo, o średnicy od 0,14-0,20 mm. Kolor wpływa na dobrą widoczność brań w pochmurne czy wietrzne dni, natomiast umiarkowana grubość – na odległe rzuty i pewny hol w każdej sytuacji.

Przynęty

Wielu spinningistów popełnia klasyczny błąd, korzystając jesienią z niewielkich, kilkucentymetrowych przynęt. Owszem, ich wielkość wpływa na liczne brania małych szczupaków lub okoni, lecz ogranicza ataki ze strony dużych esoxów, które w tym okresie wolą zjeść raz, a dobrze.
Dlatego też w naszym arsenale na stałe powinny zagościć przynęty duże, o pękatej budowie, emitujące możliwie największą falę hydroakustyczną. Dadzą one dobre efekty zarówno na głębokiej, jak i na płytkiej wodzie. W moim przypadku, najlepiej sprawdza się Mamba II – w wersjach od 10-15 cm oraz Reno Killer w wersji 12,5 cm. Choć obie, za sprawą dużego ogona, mają tendencję do tworzenia silnej fali hydroakustycznej, znacząco różnią się pod względem charakterystyki pracy. Pierwsza bowiem ma tendencję do angażowania głównie ogona, podczas gdy druga, pracuje intensywnie na całej długości, kolebiąc się również na boki.
Ze względu na sporą długość oraz niezbyt agresywne brania szczupaków o tej porze roku, zawsze wyposażam moje przynęty we własnoręcznie wykonaną dozbrojkę, stworzoną na bazie zestawu SELF MADE SURFRSTRAND 1X19. Sporych rozmiarów kotwicę lokuję na dole gumy, tuż przy granicy brzucha, w taki sposób, tak aby nie wpłynęła na sposób jej pracy. To proste działanie zabezpiecza mnie przed atakiem z dołu i zwiększa szanse na zacięcie, nawet gdy ryba uderzy w ostatniej fazie prowadzenia, tuż przy samym brzegu. Właściwe zbrojenie moich gum stanowią stosunkowo lekkie, 3-7-gramowe główki jigowe Mustad Classic, na haku w rozmiarze 5 i 6. Ich zastosowanie pozwala mi na wolne prowadzenie przynęty, ciągłe szuranie po dnie, podrywanie i ekstremalnie wolny opad. To właśnie w tej ostatniej fazie, najczęściej następuje branie – imitacja sporych rozmiarów umierającej rybki skutecznie zachęci każdego szczupaka do ataku.